* * *
Ao: Pierwszy dzień szkoły... kurwa mać - taka była pierwsza myśl Aomine, który teraz szedł wolnym krokiem, ze słuchawkami w uszach, zmierzał do ulubionego budynku, lekko skacowany, jako iż wczoraj, oczywistym było; mieli imprezę. Prawą rękę umiejscowił na zwisającej przez ramie torbie, lewa zaś zmieniał piosenki na telefonie, szukając odpowiedniej. -Aomine!- usłyszał krzyk za plecami, następnie poczuł jak ciężka ręka układa się na jego ramieniu. -Hm?- odwrócił się w stronę czerwonowłosego za nim, wyciągnął słuchawki z uszu i uśmiechnął się szeroko, przybijając wysoką piątkę. -Dzisiaj będzie dużo pieprzenia.- zaczął członek gangu na co Aomine zaśmiał się, typowo sadystycznie. -Pierwszaczki.- przytaknął, po czym dotarli do wielkiego budynku, z paroma wejściami. Niebieskowłosy dołączył do swojej grupki i kulturalnie się przywitał, był osobą która nie czekała w kolejkach, szybko cala stłoczona grupa przed drzwiami rozstąpiła się, wpuszczając ekipę Aomine, nikt nawet na nich nie spojrzał, trzymając głowy w dole.
Tetsu: Liceum Seirin dla płci męskiej zdawało się być na niebywale wysokim poziomie, nie tylko ogólnego nauczania, ale i sporcie, a grupy z zajęć dodatkowych zdobywały corocznie wiele nagród, także plotki jakie rozchodziły się przytłaczając każde gimnazjum zostały zignorowane. Nieliczni odpuścili sobie zapisy w to miejsce, lecz większość uznała to za zwyczajne kłamstwo. Jednym z takich uczniów, ignorujących teoretyczne na pozór niebezpieczeństwo, był Tetsuya. Przecież w praktyce żaden z nauczycieli by na to nie pozwolił. Nie dopuściliby do tego, poza tym, wczorajsze rozpoczęcie było najzwyczajniejsze na świecie. Podczas wieloletniej nauki na poziomie istnego geniusza, był to jego najgorszy z błędów. Kompletnie niczego się nie spodziewając ubrał rankiem mundurek, w czarno-czerwonych barwach i torbą na ramieniu przekroczył bramę szkoły, idąc szlakiem planu zajęć, z pomocą planu budynku wywieszonego na parterze, dotarł do swojej klasy. O dziwo była pusta, mimo to niespeszony wszedł do środka i zasiadł w drugiej ławce od okna.
Ao: Aomine wraz ze swoim gangiem, chociaż woleli nazywać się zespołem zabrali całą klasę pierwszaka na otrzęsiny, jednak z listy wiedzieli że kogoś brakowało. Do męskiej szatni na wf, ustawiała się kolejka, w której pierwsze klasy wybierały czy wolą uprawiać seks z całym zespołem czy może codziennie dostawać po twarzy, gdy tylko ktoś będzie miał taki kaprys. Aomine zszedł do szatni, na poszukiwanie zaginionego osobnika. Nie znalazł go tam, także po paru minutach wszedł do klasy, zobaczywszy tam chłopaka wyszczerzył się, co nie wskazywało niczego dobrego. -Tetsuya?- zapytał, chcąc się upewnić.
Tetsu: Błękitnowłosy obejrzał się na osobę, która tym krótkim zawołaniem zdołała wytrącić go z rytmu, w czasie, gdy zabijał czas zadaniami z japońskiego. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to karnacja chłopaka, następnie rysy przystojnej twarzy, ciemnoniebieskie włosy jakby przeciwieństwem koloru pierwszaka, na końcu zaś zajął się źrenicami. Nie było jednak widać jak błądzi wzrokiem. - Co jeśli nie? - zapytał tonem godnym zimy.
Ao: -To nie powinno Cię być w tej klasie.- zaśmiał się, obmacując chłopaka wzrokiem.-Chodź. Twoja klasa jest w szatni.- powiedział i wyszedł, nie myśląc nawet iż ten się sprzeciwi, nie dawał na to najmniejszej szansy że ktokolwiek mógłby nie wykonać jego polecenia. Usiadł na ławce podniecony faktem, ze czeka na niego jeszcze tyle uczniów. Nie zamierzał czekać długo, w najgorszym wypadku wywlecze chłopaka za te śliczne włosy.
Tetsu: Jak to w szatni? Przecież nie mają teraz w-f'u. Z tą myślą zarzucił torbę z powrotem na ramię, wyszedł z klasy początkowo kierując się za chłopakiem, aż dotarło do niego, że to z pewnością jakiś podstęp. Że jeśli te plotki są prawdziwe, ma po prostu przejebane. Pierwszy raz w życiu przeraziła go wizja spotkania z taką głupotą, z czymś co nigdy nie powinno się wydarzyć, a jednak doskonale pamiętał słowa wskazujące na to, że penetrowanie zaczynają od szatni. Przełknął głośno ślinę przystając przy schodach na piętro, czym prędzej je minął, pobiegł do pokoju nauczycielskiego. Uczniowie starszych klas z zamierzeniem cofali każde rozpoczęcie lekcji pierwszaków na planach o pół godziny, a dziwił się czemu zajęcia nie są od ósmej. Nie było jeszcze nawet jednego nauczyciela. Zacisnął wargi przerażony i zmarszczył brwi, zamknął drzwi i ani myślał opuszczać tego pomieszczenia aż do wspomnianej ósmej. Szczęście szczęściem, ale tylko tego dnia było tutaj otwarte.
Ao: Kiedy usłyszał, że kroki za nim ucichły pokiwał głową z niedowierzaniem i wolnym krokiem skierował się za błękitnowłosym. Doszedł do drzwi i nacisnął klamkę, kiedy drzwi nie drgnęły kopnął w nie, jednak po chwili się cofnął. Midorima słyszący hałas po chwili skierował się na piętro i widząc niebieskowłosego uśmiechnął się. Aomine podniósł się z ławki, na której dopiero co zdążył usiąść i z typowym dla niego uśmiechem ukłonił się lekko. -Dzień dobry panie Tsukiyama.- powiedział oficjalnym tonem, na co Midorima podszedł do drzwi i nacisnął klamkę.-Zamknięte?- zapytał pod nosem. Jego głos i wzrost wskazywały na to, iż może być nauczycielem, także grał, domyślając się o co chodzi. -Jeden z uczniów się tutaj zamknął. Nie wiem czemu.- wzruszył ramionami idealnie wręcz kłamiąc.
Tetsu: Stał pod drzwiami przysłuchując rozmowie i nie wyobrażał sobie, że ktokolwiek mógłby się nabrać na tak bezmyślną grę aktorską, jednak dla pewności zerknął przez dziurkę od klucza. Na nieszczęście, została zasłonięta dłonią Midorimy, także musiał wybrać pomiędzy prawdopodobnym oszustwem, a ochrzanem od nauczyciela, którym marchewka* mógł okazać się być. Pierwszy dzień i już mam przerąbane, jak nie z tej strony to z drugiej, myślał przylegając do drzwi otwartymi dłońmi i czołem, jakby próbował je dodatkowo przytrzymać. Nie odezwał się, udał, że go tam nie ma.Oddychał najciszej jak się dało i praktycznie nie poruszał czekając aż odejdą. Praktycznie rzecz biorąc przecież nie widzieli, za którymi drzwiami się zamknął. Równie dobrze pokój nauczycielski mógł być od początku zamknięty, prawda?
Ao: Midorima uniósł brwi patrząc na niebieskowłosego który tkwił w bezruchu, stali tak dobre dwie minuty aż Aomine wybuchnął śmiechem. -Chodź, przyjdziemy po niego później.- powiedział na tyle głośno, by pierwszak słyszał i klepnął członka zespołu w ramie. Nie ociągając się zeszli na dół, gdzie zabawa trwała w najlepsze. Daiki jednak nie bawił się długo, jego głowę zajmował chłopak, którego włosy tak idealnie kontrastowały z jego własnymi. Na przerwie, zaraz przed ósmą kiedy połowa pierwszaków była już zaliczona wyszedł na papierosa, niedaleko, bo przed szkołę. Miał gdzieś czy ktoś go przyłapie, nauczyciele się ich bali i podlegali im, nie mieli odwagi zgłosić tego gdzieś, a nawet jeśliby to zrobili, to kto by uwierzył, ze dobzi uczniowie, grający w koszykarskiej reprezentacji mogą robić coś tak okropnego?
Tetsu: Do ósmej tkwił w pokoju nauczycielskim, aż został zrugany i wygoniony przez prawdziwego opiekuna, nie chcącego mieć kłopotów. Cóż za nonsens. Starając się wtopić w tłum trafił bezpiecznie do klasy, przez pierwsze dwie czy trzy lekcje, nie dając się zauważyć nikomu z gwałcicielskiej grupy, pobierał nauki. Początkowe przerwy trwały stosunkowo krótko, lecz odczucia miał wręcz przeciwne, ledwie zagrzał się w ławce już musiał wybiegać chować się, następnie wracać przed spóźnieniem i tak w kółko. Chłopcy wokół zachowywali się tak, jakby to nie było nic strasznego. Oddadzą swój tyłek na pięć minut i do końca szkoły mają spokój, na początku oczywiste były sprzeciwy, potem jednak ucichły. Czuli obrzydzenie samymi sobą, a jednak milczeli w przerażeniu, przez głowy im nie przeszło by gdzieś to zgłosić. Kto im przecież uwierzy? W trakcie przerwy obiadowej trwającej pół godziny zaplanował wyjść ze szkoły, nie było szans że zdoła schować się gdzieś na terenie. Pierwszaki mieli lekcje na drugim piętrze, drugoklasiści na trzecim a trzecioklasiści na czwartym. Parter zajmowały szatnie i sale od wychowania fizycznego wraz z siłownią, basen zaś trwał w kompletnie innym skrzydle, znacznie oddzielonym od głównego budynku. Miał niewiele czasu, nie był też szczególnie wysportowany, mimo to starał się jak mógł by zdążyć zanim ktokolwiek by go dogonił. Przeliczył się. Choć na zewnątrz było praktycznie pusto, on już tam stał, paląc nieszczęsnego papierosa. Widząc to zatrzymał się gwałtownie i jakby od razu cofnął, następnie zamierzył w przeciwną stronę by uciec. Chciał wrócić do domu, przepisać się i nigdy więcej nie słuchać o liceum Seirin, więc zaczął biec.
Ao: Aomine się nie spieszył, nie było szansy iż ktoś mu zwróci uwagę, także stał przed szkołą witając się z każdym nauczycielem, lekko wyśmiewczym tonem, z papierosem w ustach. Już miał rozpalił kolejnego kiedy zobaczył chłopaka, o nie. Nie odpuści mu. Normalnie by to zrobił, stracił dzisiaj ochotę na seks, ale ten zawzięty chłopak, który cały czas się przed nimi chował, nie wiedząc do końca kto jest w gangu pobudzał go. Momentalnie schował komórkę do kieszeni i zdeptał palącego się papierosa, ruszając biegiem za białowłosym. Nie było problemem go dogonić, później już tylko biegł jego tępem mając okazje by go zmęczyć.
Tetsu: Mimo zmęczenia nie dawał za wygraną, czuł że po prostu się z nim bawi, ale nie mógł się przecież od tak zatrzymać i oddać. Skręcił w jedną z uliczek, która była najszybszym skrótem na główną, okropnie zaludnioną ulice. Nie pomyślałby nigdy, że aż tak się ciągnie, że mimo wkładania w bieg maksimum siły nie ma szans. Śmietniki zafundowały im bieg z przeszkodami, chłopak nie wyrobił na zakręcie i centralnie uderzył w ścianę. Po ledwie paru sekundach znów zaczął uciekać.
Ao: Aomine wykorzystał drogę ze śmietnikami, omijając wyższe i przeskakując przez niższe, poruszając się przy tym jak na koszykarza przystało, z właściwym sobie pazurem. Widząc gdzie ten biegnie wykorzystał okazje kiedy pocałował ścianę i zaraz złapał go za włosy, co mogło dosyć zaboleć chłopaka, ale i skutecznie zatrzymać. Wyszczerzył się szeroko a w jego oczach widać było ten psychiczny pobłysk. -Czemu uciekasz?- zapytał zupełnie spokojnie, nic nie wskazywało na to iż przebiegł tak spory dystans.
Tetsu: Jęknął cicho z bólu i nogi się pod nim ugięły, torba zaś upadła z hukiem na ziemie gdy oparł się o ścianę wyciągniętą ręką. Zmęczony dyszał, pocił się nieznacznie także krople tego potu spływały po jego skroni, również karku, jednak nigdzie indziej. Aż tak źle z nimi nie było, nawet nie śmierdział. Zacisnął zęby patrząc na chłopaka kątem, kompletnie wytrącony z równowagi, nie rozumiał nawet po co to wszystko. Nie mogą sobie znaleźć dziewczyn, bądź chłopaków? Po co ten cyrk? Dla zabawy chcą zniszczyć komuś wspomnienia, czasem nawet życie, kompletnie nie licząc się z konsekwencjami, to przecież chore. Zacisnął wargi nie wyobrażając sobie, że zdoła w późniejszym czasie cokolwiek z siebie wydusić, zmarszczył też brwi patrząc przestraszonym wzrokiem na chłopaka. Mimo strachu jednak miały w sobie coś więcej. Upór, a może to chęć do buntu.
Ao: Aomine, jeżeli zapytanoby go, czemu tak uparcie śledzi chłopaka, to własnie za to. Za to że walczy, ucieka, te oczy pełne strachu, ale i czegoś co krzyczało, iż nigdy nie da się wyruchać, że zaryzykuje zdrowie byle pozostać czystym. Niebieskowłosy złapał chłopaka za rękę i splótł ich palce, następnie dosyć żwawym krokiem ruszył przed siebie, ciągnąc go za sobą. Bez słowa, jedynie z tym swoich psychicznym uśmiechem. W międzyczasie podniósł torbę chłopaka i założył ja sobie na ramię. -Wiesz jaki masz wybór... prawda?- zapytał, ciągnąc go w stronę szkoły. Osobiście nie chciał bić go po twarzy, wolał żeby została tak idealna jak jest.
Tetsu: Tetsuya zaparł się przytrzymując najbliższego śmietnika, palce zaś trzymał luźno byleby tylko ich nie zacisnąć na dłoni niebieskowłosego. Wziął głęboki oddech by pozbyć się guli w gardle nie pozwalającej wykrztusić słowa, po czym wreszcie zdołałby coś powiedzieć... i nie zrobił tego. Patrzył na chłopaka z nabytą w międzyczasie pretensją, jedynie oczy ją okazywały.
Ao: -Mam Cię tam zaciągnąć za klaki?- warknął odwracając się. -Przypomnę Ci, ze masz do wyboru seks z całym zespołem, albo dostawanie codziennie po tej pięknej twarzyczce.- szepnął i przysuwając się do chłopaka ograniczył mu możliwość ucieczki, z każdej strony zasłaniając ciałem. Podniósł powoli dłoń i przejechał mu nią po policzku, z iście sadystycznym uśmiechem oraz błyskiem w oczach, wskazującym na to ze jeśli czegoś chce, to to dostanie.
Tetsu: - Możesz mnie pobić już teraz - odparł starając o to, by jak najmniej się stykali. Patrzył mu zaciekle w oczy gdy znów wylądował opierając się o ścianę, tym razem plecami, do tego przytłoczony męskim ciałem. Splunął mu w twarz, potem sam na siebie pluł w myślach, że zrobił coś takiego i jeszcze bardziej napastnika sprowokował. Był skłonny wołać o pomoc, lecz coś wewnątrz jego głowy mu jednak nie pozwalało. Gdyby to zrobił równoznaczne byłoby to przegraną, tak przynajmniej myślał.
Ao: Po tym jak usłyszał słowa chłopaka popchnął go na ścianę, a gdy poczuł ślinę na twarzy cierpliwie ja starł, by dosłownie po sekundzie wyprowadzić cios na brzuch chłopaka. Złapał go w pasie i przewrócił z dużą siłą na ziemię, następnie nad nim siadając. Złość w nim kipiała i nie był to już ten sam Aomine. -Wiedziałem! Wiedziałem ze to wybierzesz! Ze się nie pomyliłem!- zaśmiał się głosem od którego przechodziły ciarki i ponownie uderzył chłopaka, tym razem w mostek. Nie wiele zajęło aż zaczął zaciskać palce na jego szyi, nie panował nad sobą.
Tetsu: Pierwsze ciosy zniósł dzielnie, choć nie był do tego kompletnie przyzwyczajony, jedyne co zrobił to w odpowiednim momencie się zaparł i wstrzymał powietrze. Runąwszy na ziemię uderzył w nią głową z impetem, przez co zamiast pełnego obrazu Aomine dostrzegał także ciemne, migające plamki. Kontaktował, rozumiał co mu robi, odczuwał doskwierający ból lecz prócz bolesnych jęków nie wydusił z siebie słowa, kompletnie już zamilkł gdy zaczęto go dusić. Starał się łapać powietrze, jednocześnie powstrzymać łzy, na próżno. Ciało przeszywało nieprzyjemne gorąco i zawroty głowy. Zdobył się na najcichsze na świecie "wróżbita" i kpiący uśmiech.
Ao: Słysząc śmiech błękitnowłosego pociągnął go za szyje i uderzył jego głową o ziemie. Po chwili zabrał ręce z jego karku i zaczął okładać go pięściami po klatce piersiowej, nie pozwalał sobie dotknąć twarzy, uważał ją za zbyt ładna. -Przestań płakać.- warknął uderzając pięścią centralnie obok jego głowy, tak że w miękkiej ziemi zrobiło się ogromne wgłębienie. Druga ręka nieprzyjemnie miażdżyła zebra, chociaż nie na tyle by je poważnie uszkodzić.
Tetsu: - Bo co? Pobijesz mnie? - znów się zaśmiał łamanym głosem, reagując drżeniem bądź uginaniem się na każdy cios. Rękami nawet nie próbował się jakoś szczególnie bronić, nie miał na to siły, ani też przedtem tyle jej nie posiadał by móc temu podołać. Zakrztusił się dobitnie, gdy uderzono w miejsce gdzie za stosem mięsa i kości znajdowały się płuca, w tym także momencie ciało opuściła stróżka krwi, ulatywała spomiędzy warg. Oddychał dużo ciężej, prawie w ogóle wręcz nie łapał powietrza, a żebra choć nie uderzano w nie z nieludzką siłą kruszyły się, może i złamały. W porównaniu do reszty rówieśników był drobny i słabowity, dosłownie wrak człowieka z wysokim IQ, gdyby tylko kazano mu ćwiczyć, grać czy biegać. Ledwo widział na oczy, mroczki przesłaniały mimo wszystko wciąż przystojne oblicze koszykarza.
Ao: Kiedy widział stan chłopaka po dłuższej chwili opamiętał się i przestał go bić. Schował twarz w dłonie i wstając odwrócił się, ciężko w nie dysząc. Przesadził, zdecydowanie przesadził. Rzadko kiedy doprowadzał kogoś do aż takiego stanu. Spocił się, co było widać po kroplach potu na czole. Po chwili zastanowienia wyciągnął telefon, jednak zaraz go schował, nie zadzwoni nigdzie. Nie. Niebieskowłosy tu nie zginie więc nie ma potrzeby. Nachylił się nad nim, i zaciągając zapachem bólu pogładził go po włosach, następnie dosyć mocno kopiąc w żebra. Odgarnął włosy do tylu i potargał je, otworzył szeroko oczy i zaczął szybko oddychać, po chwili wybiegając na główna ulice, do której tak dążył Tetsuya... -Proszę pana... tam leży jakiś chłopak! Spieszę się na autobus, niech mu pan pomoże!- zaczepił jakiegoś mężczyznę, w dosyć młodym wieku. Jeżeli chodzi o aktorstwo to był mistrzem, wyglądał na zszokowanego tym co zobaczył. Pobiegł wolnym krokiem na domniemany autobus i obserwował mężczyznę, który wbiegł w uliczkę, następnie przerażony widokiem błękitnowłosego nachylił się do niego. -Młody... słyszysz mnie?- zapytał, nie wiedząc co robić.
Tetsu: Ostatnie co zapamiętał przed tym jak stracił przytomność, była twarz Aomine. Nie było w tym nic zadziwiającego, w końcu to on doprowadził go do nieprzytomności, chodziło o jego wyraz twarzy. Napawał bólem, z którym jakby koszykarz nie radził sobie, jakby tak naprawdę nie wiedział co robi. W pewnym momencie Tetsuya przyznał sam przed sobą, że żal mu go. Jakim skurwielem by nie był, nie mógł wyrzucić z głowy tego obrazu i z takim też oddał się w ręce nieznanego mu mężczyzny. Obudził się wieczorem, we własnym łóżku, opatrzony i obolały. Jego rodzicielka aż podskoczyła ze szczęścia, zaczęła płakać i tulić się do syna, choć zazwyczaj nawet się nim nie interesowała. Uśmiechnął się słabo, mówiąc na głos, że nic mu nie jest.
Ao: Aomine, jeżeli zapytanoby go, czemu tak uparcie śledzi chłopaka, to własnie za to. Za to że walczy, ucieka, te oczy pełne strachu, ale i czegoś co krzyczało, iż nigdy nie da się wyruchać, że zaryzykuje zdrowie byle pozostać czystym. Niebieskowłosy złapał chłopaka za rękę i splótł ich palce, następnie dosyć żwawym krokiem ruszył przed siebie, ciągnąc go za sobą. Bez słowa, jedynie z tym swoich psychicznym uśmiechem. W międzyczasie podniósł torbę chłopaka i założył ja sobie na ramię. -Wiesz jaki masz wybór... prawda?- zapytał, ciągnąc go w stronę szkoły. Osobiście nie chciał bić go po twarzy, wolał żeby została tak idealna jak jest.
Tetsu: Tetsuya zaparł się przytrzymując najbliższego śmietnika, palce zaś trzymał luźno byleby tylko ich nie zacisnąć na dłoni niebieskowłosego. Wziął głęboki oddech by pozbyć się guli w gardle nie pozwalającej wykrztusić słowa, po czym wreszcie zdołałby coś powiedzieć... i nie zrobił tego. Patrzył na chłopaka z nabytą w międzyczasie pretensją, jedynie oczy ją okazywały.
Ao: -Mam Cię tam zaciągnąć za klaki?- warknął odwracając się. -Przypomnę Ci, ze masz do wyboru seks z całym zespołem, albo dostawanie codziennie po tej pięknej twarzyczce.- szepnął i przysuwając się do chłopaka ograniczył mu możliwość ucieczki, z każdej strony zasłaniając ciałem. Podniósł powoli dłoń i przejechał mu nią po policzku, z iście sadystycznym uśmiechem oraz błyskiem w oczach, wskazującym na to ze jeśli czegoś chce, to to dostanie.
Tetsu: - Możesz mnie pobić już teraz - odparł starając o to, by jak najmniej się stykali. Patrzył mu zaciekle w oczy gdy znów wylądował opierając się o ścianę, tym razem plecami, do tego przytłoczony męskim ciałem. Splunął mu w twarz, potem sam na siebie pluł w myślach, że zrobił coś takiego i jeszcze bardziej napastnika sprowokował. Był skłonny wołać o pomoc, lecz coś wewnątrz jego głowy mu jednak nie pozwalało. Gdyby to zrobił równoznaczne byłoby to przegraną, tak przynajmniej myślał.
Ao: Po tym jak usłyszał słowa chłopaka popchnął go na ścianę, a gdy poczuł ślinę na twarzy cierpliwie ja starł, by dosłownie po sekundzie wyprowadzić cios na brzuch chłopaka. Złapał go w pasie i przewrócił z dużą siłą na ziemię, następnie nad nim siadając. Złość w nim kipiała i nie był to już ten sam Aomine. -Wiedziałem! Wiedziałem ze to wybierzesz! Ze się nie pomyliłem!- zaśmiał się głosem od którego przechodziły ciarki i ponownie uderzył chłopaka, tym razem w mostek. Nie wiele zajęło aż zaczął zaciskać palce na jego szyi, nie panował nad sobą.
Tetsu: Pierwsze ciosy zniósł dzielnie, choć nie był do tego kompletnie przyzwyczajony, jedyne co zrobił to w odpowiednim momencie się zaparł i wstrzymał powietrze. Runąwszy na ziemię uderzył w nią głową z impetem, przez co zamiast pełnego obrazu Aomine dostrzegał także ciemne, migające plamki. Kontaktował, rozumiał co mu robi, odczuwał doskwierający ból lecz prócz bolesnych jęków nie wydusił z siebie słowa, kompletnie już zamilkł gdy zaczęto go dusić. Starał się łapać powietrze, jednocześnie powstrzymać łzy, na próżno. Ciało przeszywało nieprzyjemne gorąco i zawroty głowy. Zdobył się na najcichsze na świecie "wróżbita" i kpiący uśmiech.
Ao: Słysząc śmiech błękitnowłosego pociągnął go za szyje i uderzył jego głową o ziemie. Po chwili zabrał ręce z jego karku i zaczął okładać go pięściami po klatce piersiowej, nie pozwalał sobie dotknąć twarzy, uważał ją za zbyt ładna. -Przestań płakać.- warknął uderzając pięścią centralnie obok jego głowy, tak że w miękkiej ziemi zrobiło się ogromne wgłębienie. Druga ręka nieprzyjemnie miażdżyła zebra, chociaż nie na tyle by je poważnie uszkodzić.
Tetsu: - Bo co? Pobijesz mnie? - znów się zaśmiał łamanym głosem, reagując drżeniem bądź uginaniem się na każdy cios. Rękami nawet nie próbował się jakoś szczególnie bronić, nie miał na to siły, ani też przedtem tyle jej nie posiadał by móc temu podołać. Zakrztusił się dobitnie, gdy uderzono w miejsce gdzie za stosem mięsa i kości znajdowały się płuca, w tym także momencie ciało opuściła stróżka krwi, ulatywała spomiędzy warg. Oddychał dużo ciężej, prawie w ogóle wręcz nie łapał powietrza, a żebra choć nie uderzano w nie z nieludzką siłą kruszyły się, może i złamały. W porównaniu do reszty rówieśników był drobny i słabowity, dosłownie wrak człowieka z wysokim IQ, gdyby tylko kazano mu ćwiczyć, grać czy biegać. Ledwo widział na oczy, mroczki przesłaniały mimo wszystko wciąż przystojne oblicze koszykarza.
Ao: Kiedy widział stan chłopaka po dłuższej chwili opamiętał się i przestał go bić. Schował twarz w dłonie i wstając odwrócił się, ciężko w nie dysząc. Przesadził, zdecydowanie przesadził. Rzadko kiedy doprowadzał kogoś do aż takiego stanu. Spocił się, co było widać po kroplach potu na czole. Po chwili zastanowienia wyciągnął telefon, jednak zaraz go schował, nie zadzwoni nigdzie. Nie. Niebieskowłosy tu nie zginie więc nie ma potrzeby. Nachylił się nad nim, i zaciągając zapachem bólu pogładził go po włosach, następnie dosyć mocno kopiąc w żebra. Odgarnął włosy do tylu i potargał je, otworzył szeroko oczy i zaczął szybko oddychać, po chwili wybiegając na główna ulice, do której tak dążył Tetsuya... -Proszę pana... tam leży jakiś chłopak! Spieszę się na autobus, niech mu pan pomoże!- zaczepił jakiegoś mężczyznę, w dosyć młodym wieku. Jeżeli chodzi o aktorstwo to był mistrzem, wyglądał na zszokowanego tym co zobaczył. Pobiegł wolnym krokiem na domniemany autobus i obserwował mężczyznę, który wbiegł w uliczkę, następnie przerażony widokiem błękitnowłosego nachylił się do niego. -Młody... słyszysz mnie?- zapytał, nie wiedząc co robić.
Tetsu: Ostatnie co zapamiętał przed tym jak stracił przytomność, była twarz Aomine. Nie było w tym nic zadziwiającego, w końcu to on doprowadził go do nieprzytomności, chodziło o jego wyraz twarzy. Napawał bólem, z którym jakby koszykarz nie radził sobie, jakby tak naprawdę nie wiedział co robi. W pewnym momencie Tetsuya przyznał sam przed sobą, że żal mu go. Jakim skurwielem by nie był, nie mógł wyrzucić z głowy tego obrazu i z takim też oddał się w ręce nieznanego mu mężczyzny. Obudził się wieczorem, we własnym łóżku, opatrzony i obolały. Jego rodzicielka aż podskoczyła ze szczęścia, zaczęła płakać i tulić się do syna, choć zazwyczaj nawet się nim nie interesowała. Uśmiechnął się słabo, mówiąc na głos, że nic mu nie jest.
* * *
*marchewka - przezwisko Midorimy, ze względu na jego zielone włosy i, w anime, pomarańczowy strój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz