wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział II


* * *

     Ao: -Twój kolega przyszedł, zapytał jak się czujesz i czy będziesz jutro w szkole. Powiedziałam że nie pójdziesz do końca tego tygodnia, odpowiedział  że wpadnie jutro.- rodzicielka wydukała szybkim głosem. -Kto Ci to zrobił?- zapytała po chwili, o coś co najbardziej ją dręczyło. Aomine zaś wrócił do domu, upewniając się że nikogo nie ma odetchnął z ulgą i biorąc sobie piwo poszedł na górę, dręczyło go poczucie winy, także zaraz zatopił je po części w alkoholu, po części oddając się podnieceniu. Rozebrał się do bokserek ułożył wygodnie na brudnym od krwi łóżku i wsunął rękę pod materiał bielizny, to co zrobił białowłosemu przyprawiało go wręcz o orgazm, z drugiej strony cholerne poczucie winy.
     Tetsu: Nie obawiał się ze strony rodzicielki niczego, aby nie móc zdradzić kto mu to zrobił. Wciąż trząsł się ze strachu, niwelował to jedynie ból przy tym towarzyszący. Leżąc przestał pozwalać się przytulać i popatrzył z powagą na rodzicielkę z pewnej odległości. - Nie znam nazwiska ani imienia tego chłopaka - odparł słabo. - Chodzi do mojej szkoły, razem ze starszakami mają jakiś gang, którego obawiają się dosłownie wszyscy, nawet nauczyciele. Robią co chcą, a że ja nie chciałem się podporządkować... - sprawnie przemilczał część o gwałtach, gdyż nawet ona by w to nie uwierzyła. Zadziwiona już tym co dotąd usłyszała nie wiedziała jak zareagować. By mógł zmienić szkołę potrzebny był podpis obojga z rodziców, jednak męska część małżeństwa wyjechała służbowo na czas nieokreślony. Nie można było tego załatwić telefonicznie toteż tysiące razy upewniano się, czy Tetsuya na pewno chce chodzić do tej szkoły, a teraz wszystko się zmieniło tak drastycznie. - W takim razie - odparła zaciskając pięści - będziesz się chyba musiał podporządkować. Nie możesz nie chodzić do szkoły, sama też nie mogę Cię przepisać...
- Chyba żartujesz! - podniósł nieznacznie głos. - Pobili mnie, a ty mówisz coś takiego? Są na pewno jakieś sposoby, by mnie przepisać bez obecności ojca! - aż rzucił się do siadu patrząc na nią z równą pretensją co na Daikiego. - I jeszcze karzesz mi się podporządkować?! Chyba żartujesz! - zdenerwował się tak i bał chyba pierwszy raz w życiu, matka z zaskoczenia uderzyła go w twarz. Momentalnie ochłonął.
     Ao: -W Japonii prawo jest jasne, mogłabym przepisać Cię sama  gdyby ojciec nie żył, ale żyje i ma się dobrze.- powiedziała przez zaciśnięte zęby, szukając jakiegokolwiek rozwiązania. -A policja? - zapytała patrząc na syna, starając zapomnieć o tym że go uderzyła... nie powinna. Patrzyła na drżąca rękę i na tworzący się na policzku chłopca ślad, przerażona. Daiki zaś dogadzał sobie sam w pokoju, wyginając w łuk. Trzymał palce jednej reki we włosach odgarniając je do tyłu, drugą ręką zaś jeździł po swoim przyrodzeniu w górę i dół, coraz szybciej.
     Tetsu: - Kto uwierzy w coś takiego? Mają najlepszą reputację ze wszystkich szkół, a gang należący w większości do klubu koszykówki co roku zdobywa puchar... zresztą, zrozumiałem. Nic się nie da zrobić, więc po prostu wyjdź z mojego pokoju i o tym zapomnij. Dam sobie radę - o dziwo jak powiedział, tak zrobiła, wszelkie zainteresowanie synem przez następne tygodnie przelała na wykonywanie swojej pracy, a do opieki nad nim wynajęła pielęgniarkę. Chłopak schudł jeszcze bardziej, nie chcąc jeść, lub może po prostu nie mając ochoty, z nadzieją, że go tam z powrotem nie wyślą. Trafił za to kilkukrotnie do szpitala, karmiony przez kroplówkę dotrwał do następnego tygodnia i... pojawił się w szkole. Punktualnie spóźniony.
     Ao: Daiki codziennie przychodził pod dom chłopaka, jednak nikt go nie wpuszczał, także nie nalegał. Kiedy w poniedziałek chłopak pojawił się w szkole Daiki natychmiast go zauważył, był prawie pewien że ich spojrzenia się spotkały. Aomine odwrócił wzrok, jako iż był z ekipa i w tym zimnym skurwielu zjawił się kawałek troski. Zastanawiając się co ma zrobić by żaden z zespołu nie spojrzał w stronę klasy pierwszaków popchnął jakiegoś chłopaka, który chyba pozwalał sobie na za dużo, jak to uznał Midorima. Pierwszak rzucił się z pięściami na niebieskowłosego i co dziwne, trafił. Ao specjalnie dał się uderzyć, aby zespól dopadł młodego. Rzucili się za nim w pogoń, na czwarte piętro. Daiki pobiegł za nimi, zerkając w stronę zeszłotygodniowego buntownika, jednak go nie zauważył.
     Tetsu: Ich spojrzenia spotkały się, żaden z nich nie mógł temu zaprzeczyć, tym bardziej zdziwił go brak reakcji Aomine. Czym prędzej starał się zniknąć im z oczu, a okazało się, że oni pierwsi to zrobili. Patrzył jeszcze za niebieskowłosym, jednak go nie zauważył, stał tak jeszcze chwilę za rogiem jakby głupi na coś czekał, dopiero po chwili ocknął się uświadamiając swój kretynizm. W całej szkole tylko on nie dał dupy, dosłownie i w przenośni. Było to widać, zwłaszcza że chodził jakiś obolały, z nienaruszoną mimo tego twarzą, choć można to też przypisać dziewiczemu tyłkowi. Zazwyczaj ludzie pierwsze co robili, to uderzali w twarz, uznał to więc za zamierzone, by nie rzucał się w oczy. Bądź cokolwiek.
     Ao: Gdyby Tetsuya tylko wiedział, że Aomine nie bił po twarzy dlatego ze mu się podobała... Niebieskowłosy własnie dobijał się do drzwi męskiej, w której zamknął się sprowokowany przez niego chłopak. Po dłuższej chwili, w stanie niezłej złości potraktował tekturowe drzwi kopniakiem, także noga przeszła na wylot. Dzieciak za drzwiami pisnął, na co ten zaśmiał się swoim typowo sadystycznym śmiechem, pozbywając reszty drzwi i czym prędzej dostając do środka. -Obciągnij mi i będziemy kwita.- koszykarz zaśmiał się, patrząc poważnym wzrokiem na drugoklasistę, który po paru chwilach zaczął się zsuwać. Nie było chyba niczego co by bardziej bawiło Daikiego, prawie dorośli ludzie gotowi obciągnąć za to że się wozili.
     Tetsu: Do końca pierwszej lekcji był spokojny, potem nawet nie musiał wychodzić ze swojej klasy do przerwy obiadowej i wtedy też został zawołany do pokoju nauczycielskiego, by wyjaśnić tygodniową nieobecność. Znalazł się tam biegiem, mijając pokracznie przeszkody w postaci uczniów, wciąż obolały. Po połowie przerwy spędzonej na tłumaczeniach, że przebywał w szpitalu, znów wędrował korytarzem, strasznie wolno jak na dotychczasowe poczynania. Zapomniał się gdzie tak naprawdę jest.
     Ao: Starał się zgubić zespół chociaż na chwilę, aby co najmniej zobaczyć niebieskowłosego, jednak było to prawie niemożliwe.  Oszczędził sobie oglądanie go na dzisiaj i zaproponował, aby zerwali się z lekcji i poszli na boisko. Ustawił budzik na godzinę o której Tetsuya kończy lekcje i oddal się całkowicie grę w kosza, wciąż od nowa zadziwiając swoimi dryblingami czy rzutami. Po paru godzinach, zaraz przed dzwonkiem obwieszczającym koniec lekcji klasy pierwszej został na boisku sam, trzymał piłkę miedzy rękami kucając i myślał. -Jeżeli tam pójdę to go uderzę.. albo zrobię coś głupiego. Jeśli tam nie pójdę to wyjdę na ciotę, a Kuroko dalej będzie uciekał.- wsadził kciuk miedzy wargi i myślał, równocześnie przyglądając  się osobom wychodzącym ze szkoły. Zaczął kozłować piłkę, tak że każdy zwracał na niego uwagę.
     Tetsu: Każdy, prócz Kuroko, który po tym jak się otrząsnął nie zwalniał tempa ani na chwilę. Dopasowując się do tłumu wystrzelił zza drzwi szkoły jak rakieta, nie oglądał za siebie ani na boki, jedynie do przodu, wiedząc, że jeśli ktoś zechce go dogonić to zrobi to bez problemu, tak jak chłopak sprzed tygodnia. Nie mylił się. Został pociągnięty za ramię i przytulony przez marchewkę, który szepnął mu do ucha żeby nie liczył na jakąkolwiek ulgę. Zasada była sroga, nikt jej nie łamał. Albo odda swoje ciało, albo zostanie pobity, nic dodać nic ująć, nikt też o niczym nie zapominał. Zaraz dogoniło go jeszcze parę osób, może trzy.
     Ao: -Kur...wa.- wyszeptał pod nosem widząc nienaturalnie wysokich mężczyzn w mundurkach i prześwity błękitnego. Długo nie trwało aż został zawołany, razem z zespołem przeszli na tył szkoły. Aomine zagryzł wargi i zaczął chodzić  przed trzymanym za ręce błękitnowłosym, skutecznie unieruchomionym. Nieskazitelnie  prosta postawa i sadystyczny uśmiech, czyli jak Daiki pokazywał kto jest szefem w tym gangu. Nikt nie mógł wiedzieć że ma pewien dylemat,  sam się do tego nie przyznawał. -Nie było Cię w zeszłym tygodniu, więc powinieneś dostać za cały tydzień... czy może powinniśmy go pominąć?- zapytał do chłopaka, jednak grupka za  nim odpowiedziała szybciej -Za cały tydzień!- krzyknęli wręcz jednogłośnie, na co koszykarz poszerzył uśmiech. -Moja kolej była w zeszłym tygodniu, Midorima, teraz ty. Ale ani waż się dotknąć twarzy. Znasz zasady.-warknął, chociaż żadnej takiej zasady nie było. Marchewa chyba jedyny domyślał się, ze błękitnowłosy najzwyczajniej w  świecie podoba się  kapitanowi.
     Tetsu: - Zostałem tak skutecznie pobity tydzień temu, że karmili mnie kroplówką. To trochę nie fair z waszej strony. Bylibyście chociaż w miarę możliwości sprawiedliwi w stosunku do swoich zasad - powiedział z kamienną twarzą, oparty o ścianę w pewnym momencie nie był nawet trzymany. Mimo to się nie ruszał, dosłownie podporządkował pozwalając by go bito, choć było to dla wszystkich obecnych okropnie irytujące. Nikt się nigdy nie przeciwstawił w taki sposób. Kierował nim strach, a mimo to odnajdywał w sobie resztki odwagi, zaś upór pozwalał ją podtrzymywać. Nawet jeśli straci przy tym wszelkie zdolności ruchowe, nie odda się.
     Ao: -Cały ten tydzień nie przychodziłeś, zasady są takie że przychodzisz codziennie.- Aomine upomniał chłopaka srogim głosem, odpalając wsuniętego  między wargi  papierosa. Z każdym kopnięciem bolało go coraz bardziej. -Boże, zamieniam się w ciotę.- zaśmiał się w myślach, chociaż nie było mu do śmiechu. Oglądał jak Midorima przewraca chłopaka, a potem kopie go po żebrach i nerkach, dopingował go, dopóki ten nie uderzył w twarz nie mógł nic zrobić.
     Tetsu: Starał się nie wydawać dźwięków, tak samo jak starał się wyłapać moment w którym go uderzy, by zacisnąć wszelkie mięśnie i wstrzymać powietrze. Nie udawało mu się za każdym razem, a rany niemalże zagojone znów się otwierały, żebra kruszyły, płuca przestawały pracować tak jak powinny. Nie pozwolił sobie mimo to, by było jak ostatnio. Dzielnie znosił wszystko, z nienaruszoną wciąż twarzą w każdym sensie. Posadzono go pod ścianą, zakrwawionego i praktycznie niezdolnego do ruchu. Nie stracił przytomności mimo że kaszlał krwią, cenił to sam przed sobą. Ktoś zapytał Aomine, co z nim teraz zrobią. Midorima stał tak i patrzył na bezczelnego pierwszoklasistę, nie odczuwał szczególnej przyjemności w biciu kogokolwiek, jednak ten wyjątek szczególnie go denerwował.
     Ao: Aomine patrzył na chłopaka z pewną nutą troski, jednak zaraz odwrócił wzrok i spojrzał na zbierający się gang wokół niego.-Ja się nim jeszcze chętnie zajmę.- uśmiechnął się tak, że nikt nie miał wątpliwości iż chłopak zemdleje, zastanawiali się czy przeżyje. Podekscytowani rozeszli się plując bądź kopiąc błękitnowłosego, jednak Daiki pewien że podsłuchują kucnął przed chłopakiem. -Dasz radę krzyknąć?- zapytał wycierając ślinę oraz krew z twarzy chłopaka, której ideał zaburzały smugi śliny oraz szkarłatne  plamy.
     Tetsu: Patrząc mu w oczy uśmiechnął się, pokręcił nieznacznie głową starając w ten sposób wytłumaczyć, że nie da rady już nic powiedzieć. Połamane żebra wadziły o płuca, te z kolei ledwie pracowały, także wszelką energię poświęcił na łapanie oddechu i pilnowanie by kość nie przebiła potrzebnego organu. Nawet to okropnie bolało, niechętnie przyznał się sam przed sobą, że nie da rady już więcej przyjść do tej przeklętej szkoły. Przepisze się, choćby miał zawalić pierwsze półrocze przez nieobecność ojca, choćby zaważyło to na jego przyszłości. Nie zniesie więcej bólu fizycznego, a także psychicznego spowodowanego strachem. Kaszlnął krwią, ściekła ona szeroką strugą brudząc mundurek.
     Ao: -Ty kurwo!- wydarł się na całą szkołę, rzucając jakimś sporym kamieniem o ziemię. Za szkołą słychać było oddalające się kroki i śmiech, jakby reszta gangu chciała się upewnić że chłopakowi stanie się krzywda. Kiedy odeszli, Daiki najdelikatniej jak tylko umiał ułożył chłopaka w bocznej pozycji, wiedząc iż tak będzie najbezpieczniejszy. -Spokojnie... zaraz Cie stad zabiorę.- szepnął odgarniając jego włosy i wycierając krew która pojawiła się przy kaszlu, wysłał sms po taksówkę, zabierze go do swojego domu i się nim zajmie, wiedział co robić w takiej sytuacji. W domu nie miał kolorowo jako iż ojciec pił, także był nieraz w podobnym stanie, dodatkowo jeszcze  wielokrotnie rozerwany odbyt czy złamana ręka. Patrzył na niego w myślach karcąc się -Co ty najlepszego odpierdalasz Daiki?- pytał sam siebie, zaciskając pieść na materiale mundurka.
     Tetsu: Poruszył ustami formując nimi bezdźwięcznie słowo "szpital", ani myślał, że zostanie zabrany gdziekolwiek indziej. Nie zastanawiał się nad tym, co chłopak robił. Nienawidził go tak samo mocno, walczył o oddech a jednak obojętne mu było, czy go dobije. To, że przez krótki moment okaże miłosierdzie kompletnie nic nie zmieniało, nie chciał go oglądać, słyszeć, ani nawet przebywać w tym samym pomieszczeniu gdyby dwa powyższe warunki zostały spełnione. Leżał nieruchomo i wystarczył moment, a dokonałby tutaj żywota, co było wszystkim chwilę temu obecnym szczerze obojętne, nie wierzył też w cudowną przemianę popierdolonego, psychicznego gwałciciela.
     Ao: -Domowy.- prychnął  i kiedy usłyszał zatrzymujący się żółty samochód nachylił się nad chłopakiem. -Złap mnie tak, żeby bolało jak najmniej.- poprosił powoli wsuwając ręce pod jego drobne ciało. Po chwili delikatnie oderwał go od ziemi i trzymając blisko siebie zawędrował do taksówki, ułożył chłopaka na tylnym siedzeniu, opierając sobie jego głowę na nogach. -Oddychaj. Tetsuya.- upomniał go i odchylił delikatnie jego brodę do tyłu, udrażniając drogi oddechowe, powinno się oddychać odrobinę łatwiej.
     Tetsu: Powinno, jednak wcale nie było łatwiej, przez przeniesienie jedynie się pogorszyło i ten, którego głównie to dotyczyło ledwie kontaktował, co za tym idzie narastał w nim spokój wraz z brakiem zainteresowania. Nie był gotowy na śmierć, mimo to pogodził się z nią gdyby tylko zaczęła uchylać wrota do swojej sypialni. Siedzenia taksówki były niewygodne, zsuwał się z nich, kompletnie stracił władzę w kończynach. Wiedział, że jak teraz straci przytomność, to koniec. Taksówkarz jechał dość niechętnie, kilkukrotnie namawiał do wezwania karetki.
    Ao: -Rusz kurwa dupę, mój ojciec jest lekarzem.- skłamał, patrząc w odbiciu lusterka na taksówkarza. Kiedy dojechali zapłacił starszemu mężczyźnie i czym prędzej wysiadł, biorąc na ręce błękitnowłosego. -Zignoruj to, co zaraz będzie się działo.- poprosił i przygarniając go do siebie wszedł do małego, parterowego domu, z wybitym na przedzie oknem i wręcz wbiegł do swojego pokoju, mijając salon, ignorując pijackie okrzyki ojca o tym jak zaraz go zapierdoli. Zaraz po tym jak znalazł się w pokoju położył młodszego na łóżku, przekręcił zamek w drzwiach i zaczął nerwowo grzebać w szafkach po bokach łóżka. -Oddychaj Tetsuya.- powtórzył wcześniejsze polecenie i zaraz wyciągnął z małej, nocnej szafki obok materaca strzykawkę wraz z pojemniczkiem. Kleknął obok chłopaka i zaczął wszystko montować, zdawało się że zaraz zacznie płakać. -Patrz na mnie.- poprosił, znając zasadę iż do rannego trzeba mówić. W pokoju nie było za dużo rzeczy, stłuczone lustro z zaschnięta krwią, łóżko również w podobnym stanie, małe terrarium w rogu z zieloną jaszczurką oraz parę półek zawalonych medalami i pucharami.
     Tetsu: Jego głowa opadła bezwładnie, z otwartymi nieznacznie oczyma sprawił wrażenie iż nią kiwnął przytakując. Z nosa leciała krew, tak samo z szeroko otwartych ust, próbujących łapać powietrze i należycie je wypuszczać. Gałki oczne chłopaka odleciały w górę, jakby gdzieś spojrzał, w rzeczywistości przed omdleniem nie zdążył przymknąć powiek.
      Ao: Drżącymi rekami złapał za strzykawkę z adrenalina oraz igłę, uniósł jedną rękę chłopaka i przyłożył czubek cienkiego metalu do jego żyły, ręce drżały tak bardzo ze zajęło mu dłuższa chwile, zanim w ogóle się opanował i wbił strzykawkę, powoli podając dawki leku, który dopilnuje tego by serce błękitnowłosego nie zwalniało. Widząc jego nieobecny wzrok zaczął klepać go po policzkach, chłopak leżał płasko także nie było szansy by żebra  cokolwiek przebiły. -Kuroko... wstawaj.- prawie krzyczał, drżał tak bardzo że łózko delikatnie podskakiwało. Z otwartej wcześniej szafki wyciągnął nóż oraz bandaż, tym pierwszym rozciął ubranie błękitnowłosego pozostawiając go w bokserkach i zajął się opatrywaniem najbardziej krwawiących ran. Robił to w takim tempie ze powstydziłby się zawodowy lekarz, a jemu najzwyczajniej w świecie zależało.
     Tetsu: Po wstrzyknięciu adrenaliny zaciągnął się głęboko powietrzem, krztusząc przy tym własną krwią, w pełni świadomymi nagle oczyma patrzył z przerażeniem na Aomine. Nie potrafił ukryć nienawiści jaką do niego żywił, jakby tylko mógł wstałby i sam poszedł do szpitala. Nie chciał trwać przy tym psychopacie sekundy dłużej, jednak sytuacja zmuszała do tego, mimo faktu, że to on tak naprawdę do tego doprowadził. Jeśli mu tak zależało do tego stopnia... nie, nie zależało. Nie chciał mieć po prostu kłopotów, jednak tak czy siak mógł temu wszystkiemu zapobiec.
     Ao: -Nie ruszaj się.- o dziwo poprosił, nie rozkazał, opatrując z wyuczoną wprawą rany chłopaka, także zaraz żadna nie krwawiła i z tym poziomem krwi nie powinien mieć problemu, jako iż jego ciało szybko to nadrobi, zwłaszcza po adrenalinie. Odetchnął głęboko kiedy zobaczył że klatka piersiowa Kuroko się unosi. Kamień spadł mu z serca, chociaż wiedział że to dopiero początek, jako iż był bliski stanu krytycznego będzie miał drgawki, oraz gorączkę, a dopiero jego obrażenia wewnętrzne... Wyciągnął telefon i wybrał numer na pogotowie, jednak nie kliknął słuchawki, dopiero kiedy zobaczył zapadnięte zebra, widoczne przez brak koszulki zadzwonił. Złapał za dłoń chłopaka i przytulił się do niej, niemo dziękując iż ten jeszcze oddycha.
     Tetsu: - Jak umrę - poruszał wargami ledwie wydając jakikolwiek dźwięk - ...to będzie twoja wina - jednak chciał go o tym uświadomić. Karetka zjawiła się dosłownie chwilę później, gdyż szpital znajdował się ledwie piętnaście minut drogi stąd piechotą, a karetką nawet nie pięć. Nad ranem leżał już w łóżku szpitalnym, w stanie nie zagrażającym życiu. Spał.
     Ao: -Nie umrzesz.- opowiedział stanowczo, zaciskając pieści na łózko. Ratownicy wparowali do mieszkania i Aomine musiał zrobić wszystko by nie zabrali nigdzie jego ojca. Wykręcił się tez od policji i widząc jak karetka odjeżdża pobiegł za nią. Najszybciej jak umiał. -Co z Kuroko?- pytał pielęgniarek, jednak te odpowiadały cały czas tym samym. -Nie jest pan z rodziny.- Całą noc przesiedział przed OIOM'em, aż rano przewieźli chłopaka do sali segregacji. Widząc iż ten śpi wszedł do pokoju i usiadł na krześle obok łózka, złapał jego rękę  tak delikatnie jakby był porcelanową lalką i usnął, w takiej pozycji iż jego głowa opierała się na splecionych dłoniach.
     Tetsu: Obudził się dopiero popołudniu, w towarzystwie samego Aomine. Matka Tetsu nie przyszła, gdyż pracowała, ojciec powiadomiony także się nie zainteresował, a prócz nich nikogo bliższego nie miał. Skazano go na samotny pobyt, w najgorszym wypadku gwałciciel wciąż będzie go odwiedzał. Widząc że ten trzyma jego rękę od razu ja zabrał, jednocześnie skrzywił z bólu. Po operacji mógł się ledwie ruszać przez zapowiedziany tydzień, po czym musiał odpoczywać jeszcze dodatkowe dwa.
     Ao: Przez cały czas siedział przy pierwszaku, kłócąc się z pielęgniarkami aby mógł zostać przy swoim "partnerze". Zdążył zasnąć, jako iż był cholernie zmęczony. Przymilał się do dłoni napawając jej ciepłem... aż została zabrana. Powoli uchylił powieki, aż dostrzegł na sobie wzrok błękitnowłosego. -Jak się czujesz?- zapytał zaspanym głosem, przecierając oczy.
     Tetsu: Ranek tego dnia wprawiał pracowników w ruch bardziej niż inne, nikt nie miał czasu kłócić się z Aomine, że nie może przebywać w obecności chorego zaraz po operacji zwłaszcza, że nie jest z rodziny. W końcu Tetsuya nie był jedyną osobą w budynku, przykry też stał się fakt iż nikt go do tej pory z domniemanej rodziny nie odwiedził, tym bardziej skłonni byli odpuścić. W skrócie, niebieskowłosy gwałciciel był jedynym zainteresowanym w sprawie. Pomieszczenie w którym przebywali posiadało jeszcze jedno wolne łóżko, prócz tego które zajmowała ofiara, jedno duże okno przysłonięte zasłonami, szafki nocne i kotarę, a wszystko w bieli oraz błękicie przyprawiało o dreszcze. Pierwszoklasista świetnie się wpasowywał, choć sam nie zwrócił na to szczególnej uwagi, próbując odsunąć jak najdalej pozwalał mu aktualny stan, całe zainteresowanie poświęcał znienawidzonemu Aomine.
     Ao: Wyprostował się na twardym, białym krzesełku obmacując chłopaka wzrokiem. W szpitalu nie było cicho, co chwilę słychać było sygnał karetki, oznaczający iż ktoś jest w naprawdę poważnym stanie. Na wardze niebieskowłosego widać było spore rozcięcie, co było skutkiem jednej z bójek, której wyjątkowo nie zaczął sam. Uśmiechnął się słabo nie chcąc naruszać rany, prawą ręką jeździł po chłodnej, szpitalnej kołdrze, przy okazji po ciele pierwszaka, na tyle delikatnie by praktycznie tego nie odczuwał. -To jak się czujesz?- zapytał przenosząc wzrok na twarz chłopaka, która zgodnie z poleceniem pozostawała nietknięta.

* * *